Mógłbym wyperswadować, że to spędza nam sen z powiek. Ta emocja w oddali związana. Czerwoną lokomotywą przeciągnięty, w supeł zawiązany przebiśnieg i jego bliźniacy.

Pozostawiając samotny obowiązek, czerń zamazujemy na bialym płótnie. Kładziemy tory, by ugruntować korzeń wzajemności. W kasztanowym półświatku, po bladym niezakwitłym polu, drepta pies i jego Pan.

W przełęczy blasku, strumyk martwy warknął jak ten pies – niedokarmiony. Gdzie jest nurt? – zapytał strumień. W tym płótnie niezamazanym, tam, gdzie mknie lokomotywy czerwień.

Dodaj komentarz