Wyprostuj się i zobacz na własne oczy jak Dzień zamienia się w Noc (v2)

Pamiętny ten dzień. Jerozolima. 6-tego października 2023 roku. Wybrałem się w krótką podróż. Miałem wolny dzień. Konferencja, na którą przyjechałem do Izraela miała rozpocząć się dopiero pojutrze. Uznałem, że dopóki jestem w stolicy, warto pozwiedzać. Poszlajać się. Pobyć sam ze sobą.

Plan był prosty. Zacząć z samego rana od Yad Vashem, na zachód od centrum. Wkroczyć w głąb ziemii izraelskiej, a potem, po południu, wybrać się w przeciwnym kierunku. Przejść przez Stare Miasto, wejść Lwią Bramą na palestyński Zachodni Brzeg1 i wdrapać się na Wzgórze Oliwne. Stamtąd zobaczyć słynne Wzgórze Świątynne oraz połyskujący na jej szczycie meczet, pozłacaną Kopułę na Skale,

Z rana, tramwajem T1 spod Hostelu Abrahama ruszyłem w stronę Wzgórza Herzla. Niezwykłe widoki za oknem. Fałdy Gór Judzkich. Wysiadłem na odpowiednim przystanku i od razu zacząłem robić zdjęcia. Na jednym ze znaków strzałka „Yad Vashem”. Ruszyłem ścieżką pod górę, w zarośla. Bez muzyki, słuchałem otoczenia. Szumu wiatru i kołyszących się drzew. Żadnych klaksonów. Subtelna cisza przecinana szelestem. Flora wokół mnie topiła się w żarze. Stale zadawałem sobie pytanie o możliwości przetrwania w tym upale. Współczułem roślinom. Piasek pod stopami był gorący. Ściółka przyszykowana, aby już za chwilę stanąć w ogniu.

Zabrudzone tablice na ścieżce do Instytutu Yad Vashem, upamiętniały ofiary holokaustu. Jedna z tych tablic to mapa. Mapa całego kompleksu. Pokazywała gdzie odnajdziemy konkretny memoriał. Punktów na ścieżce było zbyt dużo na jeden dzień. Mimo mej wewnętrznej awersji do pobiezności postanawiam po prostu spoglądać na nie, nie wczytywać się w nie. Idę więc bez mapy przed siebie. Po krótkiej chwili odczuwam nagłą ochotę zboczenia ze szlaku. Widzę otwartą przestrzeń. Wychodzę z zarośli jakbym wychodził z jaskini. Przede mną połacie terenu, te fałdy o których wspominałem, przypominają zagięty, wyblakły dywan. W głowie słysżę motyw muzyczny „Awake” ze Skyrima, gdy na skarpie widać „urzeczywistniony sen”, o którym tak wiele słyszałem od Izraelczyków. Marzenie Theodora Herzla, piewcy XIX wiecznej idei utworzenia izraelskiego państwa. 44 lata po jego śmierci udało im się. Wywalczyli swą niepodległość. Dostali wsparcie od świata, bo przecierpieli swoje, ale jakim kosztem muszą ją utrzymywać. Kosztem innych czy samych siebie? Tę ziemię zbrukaną we krwi. Po raz pierwszy dostrzegłem, na własne oczy, precyzyjnie rozmieszczenie osiedli, zawinięte do wnętrza niczym muszle ślimaków. Wioski jak ciągi fibonacciego.

Poszedłem dalej. Przez to, że zboczyłem ze szlaku, tułałem się po zaroślach, trafiłem do tylnego wejścia Yad Vashem. Brama była zamknięta. Co teraz? Przeskoczyć za ciężko, bo ostry płot i do tego wysoki. Chciałem zawrócić, ale nagle spostrzegłem po prawej stronie bramy, tuż przy skarpie, możliwość prześlizgnięcia się na drugą stronę. Z plecakiem i z aparatem byłoby ciężko, więc po prostu przerzuciłem je nad bramą, a sam podjąłem się tego złożonego manewru. Z równowagą małpy, tuż nad przepaścią zrobiłem uskok i wylądowałem po drugiej stronie, wymijając sprytnie bramę. Pewnie ktoś zwrócił na to uwagę na monitoringu, ale w związku z trwającym właśnie świętem Sukkot – najbardziej radosnym świętem judaizmu, nikt nie wyczuwał złych intencji. Założyłem plecak, przerzuciłem kamerę wokół szyi i ruszyłem z ogromą ciekawością w stronę muzealnej części kompleksu Yad Vashem.

Głowny budynek instytutu to betonowa konstrukcja. Jak statek kosmiczny. Jaskinia czasu. Jaskinia ciemności i smutku. Przy wejściu, po prawej stronie stał Azjata ze selfie stickiem. Poszedłem dalej. Wejście bezpłatne, ale była już godzina 14:00 i zaraz zamykają. „Mam się pośpieszyć” powiedział ochroniarz.

Informacje przytłaczają. Treści odrzucają. Każdy obszar świata opisany na 5 metrowych ścianach tekstu. Zdjęcia. Mycki. Szaliki. Mundury nazistowskie. Wozy. Dyby. Narzędzia rolnicze. Tory. Tryby. Przemysł. Państwa. Polityka. Władza. Na koniec kilkumetrowy stół, a na nim szara makieta przedstawiająca podziemną komorę gazową, wypełnioną krzyczącymi ludźmi. Treści ściskały moje gardło.

Nagle spostrzegam rodzinę 5 osobową. Dołączam do nich bez słowa. Starsze małżeństwo, dwójka młodzieży w wieku 30-paru lat – pewnie dzieci i starsza kobieta (może ciotka). Oprowadzani są przez pracownicę instytutu. Świadoma godziny zamknięcia przyspiesza. Opowiada w ekspresowym tempie o pozostałej części ekspozycji. Śledzę ich i słucham zaciekawiony. Starszy mężczyzna z rodziny podpiera głowę zagubiony. Trafiamy do studni. Bardzo głęboka, a barierka odgradzająca widza od dołu nie za wysoka. Trzeba uważać, żeby nie spaść na dno. Zdjęcia nad studnią, tuż nad głowami, przedstawiają postacie, ofiary Szoa, które nas o tym przestrzegają. Spojrzenia na fotografiach mówią, by za bardzo się nie wychylać. Cisza piszczała w uszach.

Przewodnicza prowadzi nas na końcowy taras. Wchodzę z grupą, a ludzie siedzą oparci o ściany. Twarze w rękach. Smutek. Stajemy na krawędzi tarasu. Widok bardzo podobny do tego, którego doświadczyłem z innego miejsca Góry Herzla, o którym wcześniej wspominałem. Widok „urzeczywistnionego snu Herzla” i osiedli zawiniętych w ciągi fibonacciego. Przewodniczka zmierza do końca. Mówi, że mimo kolektywnego bólu, „obraz malujący się przed nami, to urzeczywistniony sen, o którym tyle marzyliśmy – i oto jego dowód”. Zaprasza rodzinę do pomieszczenia z Księgą Nazwisk. Odchodzą. Nie idę z nimi, zostaje na tarasie. Myślę długo.  

W ciszy wracam do centrum. Powoli zachodzi słońce. Wybieram się do Wschodniej Jerozolimy. Brama Damasceńska, Stare Miasto, Lwia Brama. Wychodzę na obszar Zachodniegp Brzegu Jordanu. Pod górę na Wzgórze Oliwne. Szukam słynnego widoku. Nie mogę znaleźć. Zachód już w finalnej fazie. Widzę dwie panie wychodzące z klasztoru. Były to pewnie karmelitanki z Kościoła Pater Noster. Wskazały drogę do miejsca z „widokiem”. „Musi pan wrócić tam i potem w lewo”. Wracam, potwierdzam ich słuszność i delektuję się zachodzacym słońcem nad Jerozolimą. Przede mną Wzgórze Świątynne z Kopułą na Skale. Rysuję. Robię zdjęcia. Piszę. Słucham otoczenia. Kolory na niebie czerwone. Potem fioletowe. A na końcu czerń. Noc zapadła.

Po wschodzie słońca, następnego dnia zbudzą mnie wyjące syreny, nieprzerwane pasmo alarmów w telefonach, informujące o nadlatującym zagrożeniu i dźwięki donośnych eksplozji. Wojna się rozpocznie, a ja stanę się innym człowiekiem.

  1.  Zachodni Brzeg Jordanu jest terytorium uznawanym de iure za część przyszłego państwa palestyńskiego, jednak de facto pozostaje pod izraelską kontrolą od 1967 roku. Izrael sprawuje władzę administracyjną i wojskową nad większością obszaru, a rozbudowa żydowskich osiedli, uznawanych za nielegalne przez społeczność międzynarodową, dodatkowo wzmacnia izraelską obecność. Sytuacja ta prowadzi do napięć politycznych i konfliktów, a status Zachodniego Brzegu pozostaje jednym z kluczowych punktów spornych w konflikcie izraelsko-palestyńskim. ↩︎

Dodaj komentarz