- ABNEGAT
Uruchom empatię dzięki definicji znaku „A”! Ona tam schowana, gdzieś głęboko. Jej brak ogranicza twoje postrzeganie. Jeśli pies cię ugryzie, to odruch psa, a nie intencja złośliwości. Wszystkie psy idą do nieba. Masz tego świadomość i Ty i Pies. Jesteście w tym razem, lecz Pies nie myśli za dużo. On poddaje się swej intuicji. Zwierzęcej dzikości, instynktowi. Dociekania Psa Kafki. O czym docieka Pies? Być może o ucieleśnieniu swej empatii. Czy pies ma empatię? Czy zwierzęta są empatyczne? Psy mają jej mistrzowski poziom. Dlatego TY Abnegacie – patrz na psa! Spójrz mu w oczy, zbij się z piedestału. Ubieraj się z klasą, pij kawę naturalną, a nie rozpuszczalną. Subiektywnie doświadczaj świadomości, ale zobiektywizuj twe życie społeczne. Rozpuść ego w kwasie i zasadź szyszkę w ogrodzie. Szyszka tu, wraz z kuchenną monsterą urosną, Abnegacie!
- ABORCJA
Na pralce stoi indukcyjna ładowarka elektrycznej szczoteczki do zębów. Uchwyt szczoteczki oklejony jest tęczową naklejką z komiksowym napisem „ABORCJA JEST OKEJ”. Za każdym razem gdy zeskrobuję ze swoich zębów resztki jedzenia, przypominam sobie o tym niezaprzeczalnym fakcie. Czym jest fakt niezaprzeczalny? Czy „OKEJ” jest pozytywną partyukłą? Na te pytaniaodpowiadam OKEJ. Słowo bezbarwne, oznaczające afirmację. Zgoda na fakt istnienia, która przecina istnienie. OKEJ ma swoje granice, lecz OKEJ zabiera je natychmiastowo. Słowo OKEJ stawia własne granice. „Aborcja jest OKEJ” zamyka nasz wyraz w polu definicji – w stronę nacechowania nienegatywnego. Brak określenia wartościującego jest niewzykle problematyczne. Aborcja w naszym spolaryzowanym świecie stała się wartościowana ze względu na: 1) politykę prokreacji, 2) definicję duszy K,K., 3) naukowość, 4) legalność, 5) wartość polaryzującą.
- ABSOLUTORIUM
Zjeżdżam windą z ósmego piętra na piętro pierwsze. Do głownego holu, skąd w 4 strony prowadzą korytarze. Jak w 4 strony świata. Wychodząc z geograficznego wschodu, mijam760 małych skrytek. W 98 kolumnach, po 20 luk. Każda z nich zawiera nazwisko jednego z europosłów. Biegnę na spotkanie, bo o 13:00 na komisji budżetowej odbędize się dyskusja nt. przegłosowywanego absolutorium. Jego sprawozdawcą był mój szef, wice-EPL Jan Olbrycht. Dlaczego sprawozdawał absolutorium na rok 2022? Jego praca była obowiązkiem międzynarodowym? Sprawdzał dokładość przeznaczonych środków na projekty, inicjatywy. Gdy uzyskam absulutorium uczelniane i dopuszczą mnie do obrony, to podejmę się tego co on. Schwytam Blue Book w Brukseli!
- ABSTRAHOWAĆ
Gdy łapie cię wyżerający od środka ucisk, wyabstahuj tę sytuację, oderwij ją od powłoki żołądka. Zrzuć to brzemię odpowiedzialności za konkret, którego nawet nie znasz. Znasz zaledwie abstrakt swego losu. Cóż to? Każda chwila, która przynosi utrapienie lub uciechę. Każda z tych chwil wyżera ciebie od środka swymi emocjonalnymi półdźwiękami. W pełni księżyca czujemy respekt wobec ogromu i trwogę wobecupadku. Upadku tego, co nas materialnie kształtuje: budulec, sól i kamień. Abstrakt naszej egzystencji: błahy jak brud na podeszwie. Jak to błoto co zdrapujemy patykiem. Materialna loteria ograniczona uciskiem w powłoce żołądka. Czy to głód? Może spragnienie? Nie. To żądza tego co WIĘCEJ. Bo tam nie zaznamy realiów świata, olejnego obrazu prostoty. Zaznamy abstrakt naszej ciemnoty.
- ABSTYNENCJA
Produkt uboczny samorozwoju w utopijnym charakterze antyklerykalnym. Co poczynić może duszpasterz, gdy każdy sięga po to nędzne utrapienie? Czy powszechne upojenie celowo ignoruje podczas nabożeństwa? Każdy z wolnomyślących widzi tę zależność. Zależność, która odmraża dłonie. Zależność uzależnienia od stanu ciągłej świadomości istnienia. To boli – prawda. Jesteśmy jak pies w klatce, na pace furgonetki. Trzęsie nami lecz nie mamy ucieczki. Do tego mrok niewiedzy. Trudy to są, trudy bycia. Świadomość to jednak trening. Akceptacja bólu jako konieczności. Doświadczenie doraźne, które przepływa przez nas jak woda i tlen. W tym momencie zaparzę sobie czarną kawę. Wezmę kubek i przejdę się po parku. Może znajdę jakąś okazję do życia. Okazję do stanu ciągłeś świadomej grawitacji. Świadomego stanu ciążenia. Upadania.
- ABSURD
W absurdzie i w niewiedzy odnajduję wewnętrzny ład. Tam. Za taflą podstawowej świadomości. Surrealiści ją przekroczyli. Twarz nie brzmiała znajomo. Brzmiała jak strumień, który słychać w lesie. Pradawny kompleks to niewiara. Suplement mdłości, bo zanurzają nas w konkret istnienia. Absurdalna idea z pozoru racjonalna, bo gdy staje się w głowie urzeczywistniona jest prawdą. Estetyka w gruncie rzeczy też jest absurdalna. Jak wszystko, bo wszystko stara się dopasować do ram własnej estetyki. Wszystko pada ofiarą niezrozumienia. Każdy sklep, półksiężyc, poemat. Każda wiara, pozycja i stancja. Wszystko leży w granicach absurdu. W bezgranicznym ładzie zasad przyrody. We wszechświecie panuje ład twórczy. Czy da się go wyłamać? Czy da się stanąć przed stworzeniem? Czy możliwe Jest? Po to są granice, gdy staje naprzeciw nieba, rozdarty do cna.
- ADAPTACJA
Adaptację do środowiska warunkujemy działania zapobiegawcze. Widzimy przestrzeń, która z pozoru prognozuje porażkę. Widzimy. Patrzymy. Trzymamy wzrok na punkcie. Zerknij nie raz, lecz obejmij wzrok. Adaptując siebie przykładowo w Korei Południowej skupimy się na pracy, zawodzie, osiedlach, sklepikach, czymkolwiek, czego możemy uchwycić naszymi łapskami. Na mapie szukamy poszlak, szukamy tam zgody. Zgody w przestworzach. Zgody tam, bo w innych miejscach trudno po nią sięgać By zaistnieć w obcym świecie. Dlaczego adaptujemy się w tym świecie? Dlaczego znajdujemy strefy dyskomfortu? Nie widzę tutaj innej przyczyny niż strach. Jak? Przestać się bać pisać. Rzeźbić, tworzyć – sztukam, los, loteria i myśli. Nie bój się, bo to tylko strach. STRACH. 6 liter. W tym prostym małym świecie, które znaczą wszystko.
- ADOPCJA
Zaadoptowałam formę skarbnika architektonicznej wiedzy tajemnej. Wiedzy, którą miliony zaadoptują jako własne dziecko, jak gdyby byli Wielkimi Architektami. W odróżnieniu od większości zrobię inaczej. Zamiast architekta stanę się burzycielem fantazji. Idę pod prąd, więc idę na szczyt. Burzyciel fantazji, pirotechnik wspomnień. Osoba, którą z pewnością stanie się wielkim człowiekiem. Jak to zrobi? Czyim kosztem? Jakimi narzędziami? Wszystko w swoim czasie, bez strachu – nie tłumacząc się. W antykwariacie rozmawiałem z antykwariuszem. On był burzycielem myśli prostej – stał się antykwariuszem. Ja też się nim stanę, ale pojęcie antykwariusza nie zatrzymuje się tylko na książkach, lecz obejmuje ogólną wiedzę. Bombardier, burzyciel, pirotechnik ma wiedzę jak nikt inny.
- ADRESOWAĆ
Scenariuszem o osobach sukcesu, o początkach i dochodzeniu na szczyt, dzieją się nie z przypadku. Ludzie potrzebują inspiracji. Ucieczki od zgiełku, od problemów, w oparciu o czyiś zaprogramowany geniusz. Reżyserzy, pisarze, scenarzyści opisują ich żywot, bo widzą w nich inspirecję, a następnie adresują do swych odbiorców. Biografie pełne są wolnozbieranego sukcesu, lecz krótki metraż wskazuje na błyskawiczne dojście na szczyt. Dlaczego tak interpretujemy pracę? Jak ją definiujemy? Jak zaprogramować sukces? Wydaje mi się, że to kwestia wiary w siebie i w każde poruszenie ciała. W każdy gest, stąpnięcie, położenie igły na płycie gramofonowej. Gdy gra muzyka, która wibruje wokół nas w przestrzeni, nabiera ona nowej wartości, głębi. My do tej głębi zaglądamy z latarnią, rozświetlając korytarz i przestrzeń, nieskazitelnie bolesną.
- AD VOCEM
Opowiadasz, a gdy ktoś się wcina czujesz frustrację. Brakuje Ci słów, lecz z chęcią byś uderzył w stół. Mordujesz narastającą potęgę przerwania z nawiązką. Zemsta słowna w bezsłowiu – jedynie sylaba łamiąca myśl. Rozcięcie węzła gordyjskiego tej Afrodyty, co jak uporczywy kaszel zabiera dech odmą. Rzuciła swym, bo ją zanudziłeś, albo przyćmiłeś swym szaleństwem. Przyćmiło też barmana, który zaczął zliczać kasetę. Kręciłeś nosem, rozglądałeś się, a ona dalej rzuca produktem pospolitym. Czy mój łokiec wystarczająco podpiera moje drętwe ciało? Dkoładam drugi, na wszelki wypadek. W oczach mych studzi się żar. Dawna myśl już dawno stała się historią powszechną. Z mezopotamskiego księcia przerodziłem się w zbawiciela Zigguratów.
- AEROBIK
Codzienne dotlenienie formicznie kształtuje kanaliki płucne na wzór małych płucek. Płucopłucka. Dotrwamy rok w odmętach dotlenienia. Zapraszam! Mamy tutaj aerobik! Nie rzucamy ręczników, tylko rozciągamy ten organ. Pavarotti był organistą skaczącym na trampolinie, a gdy ktoś go zmusił do porzucenia zabawy, zaczął śpiewać. Przeznaczenie go zeżarło jak żurek, który zjemy my wszyscy. 20 kwietnia 2025. Wtedy puścimy organiste-trampolinistę i zostanie z nas zaledwie kruchy biszkopt, rozpuszczony w herbacie. Będziemy zmoczonym biszkoptem, ciasteczkiem, takim o smaku jajek, mąki i cukru. Babcia wyciągnęła przy okazji Zbyszko 3 Cytryny i już wiem, że rano będę musiał robić aerobik.
- AFRODYZJAK
Palę się do poznania. Encyklopedia, którą znalazłem w Parku zwiastuje obły miesiąc, pełen cukierków i spokoju. Szukaj encyklopedii. Szukaj w parkach. Te rzeczy należy wywoływać, a napięcie z prędka wymalować okrzykiem. Niech to nawet będzie prosty pejzaż. Ważne, żeby był nimfą twojego twórczego seksu. Niech encyklopedia będzie afrodyzjakiem. Ludów – by rzec wprost. Ołówek, pióro, kałamarz. Ktoś to namiętnie spisał. Spisał pojęcia. Siedział sam, gdy za murami krakała mierna wrona, żywiąca się posoloną padliną. Kasztany, szyszki i źdźbła traw były inspiracją, bo wywodzą się z przyrody. Encyklopedia nas wzbogaca jak afrodyzjak – tymczasowo. Sięgnięcie po ultimatum pojęciowe nie zamyka nas na obraz, lecz otwiera granice własnej inspiracji.
- AGENCJA
Za każdym razem kiedy idę tym ciemnym korytarzem. Za każdym razem łapię mnie za szelki ten agent. Ten człowiek co myśli, że jestem jego pacynką. Nie mogę odeprzeć jego napaści, bo wyskoczył na mnie w ciemnym korytarzu. Co można zatem poczynić, by uniknąć agencji? Agentura nie śpi. Oni mają błysk latarni. Ty też musisz oświetlać swoją drogę. Oświetlać każdy krok. W ciemnym korytarzu stopa się gubi. W grząskim bagnie niewiedzy. Jeśli pragniesz dojść do końca korytarza. Tam na końcu, gdzie świeci się złota klamka. Złota połyskująca klamka. W świetle twej latarni, którą wypada mieć. Wypada spiąć szelki zbadać to przestępstwo!
- AGLOMERACJA
Praca dla miasta, która uwalnia wspólnotę obywatelską. Praca na projektach poszerzających aglomerację. Projekty grantowe, projekty dla NGO. Grafiki, Posty, ciągły nadzór i rozliczenia. Laptopy, procesory, wiatraki, twórcza imitacja. Co to daje?? Właśnie nic nie daje. Zero. Kompletna fuszera. Czuje ********** jak 3 godziny siedziałem nad grafiką. Teraz króluje ten mizerny tiktok, gdzie rolki nagrywane są po to, by uchwyciły algorytmy. Pluję na to wszystko. Kapitalizm pełną parą. Trzeba być sprytnym, a nie zwykłym trybikiem. Dość. Spieprzam z tego planu. Wolę pracować jako fachowiec. Introligator. Wszystko to śmieci, zgnilizna. Szefostwo, które zazdrości tym, którzy Przynajmniej próbują wyłamać system. Muszę odejść.
- ZNIKNIENIE
Niby proste zniknienie. Po trzech wspólnych tygodniach, moja miłość pojechała do innego miasta. Do siebie. Tam skąd przyjechała. Z początku nic mnie nie ruszyło. Racjonalnie podszedłem do sprawy. Będziemy się widywać często. Prawdopodobnie już w w kolejnym tygodniu, który przychodzi jutro, do niej pojadę. Może w środę? Może w czwartek? Byłem świadom, jednak brak się kumulował. Rósł z każdą minutą. Gdy pojechała zacząłem zajmować się sprzątaniem. Myciem talerzy, na których wspólnie jedliśmy obiad. Garnka po ugotowanym ryżu, który maczał się w zlewie od piątku. Odkładałem rzeczy na miejsce – tam gdzie były przed jej przyjazdem. Wszystko nagle stało się tak jak przedtem. Wszystko wróciło do materialnej normy, lecz ja, siadając wreszcie na fotelu, wykroczyłem w stan przygnębienia. Rozpłakałem się. Zdałem sobie sprawę z tego jak bardzo ją kocham. Jak jej brak, wewnątrz tych czterech ścian, sprawia mi wrażliwą potrzebe sięgnięcia po koc. Wtulenia się w niego z myślą, że ona tam gdzieś chodzi i oddycha. Sprawia mi to ogromne pocieszenie. Sprawia, że za kilka dni wrócę do niej. Wrócę i uściskam.


Dodaj komentarz