Wyjście ewakuacyjne

fragment tekstu opowiadania Weroniki Murek z książki „Uprawa roślin południowych metodą Miczurina”

Pan Bóg zaczął powoli schodzić po schodach: słyszała jeden czysty dźwięk i  zaraz po nim drugi, głuchy  – dźwięk dostawianej nogi. 

– Ja jeszcze nie umarłam. 

– Zna pani sztajerka?  – spytał drugi anioł i  odwrócił się do pierwszego.  – Zatańczylibyśmy może pani ze dwa czy trzy sztajerki, dopóki nie wróci. 

– No?  – rzekł ten pierwszy.  – Chciałaby pani? 

– Nienawidzę sztajerka. 

Ktoś trzasnął drzwiami. 

– Wróciła  – powiedział pierwszy anioł; skinął na Marię i  zniknął w  pokoju. 

– Proszę się nie bać  – rzekł ten drugi, chwytając ją za ramię i  prowadząc do drzwi.  – Żartowaliśmy tylko. Wraca pani do matki. 

– Do matki?  – powtórzyła Maria, uśmiechnęła się 

A  jednak, pomyślała, śniłam sobie śmierć, a  teraz się obudzę. 

Uchylili drzwi, a przed Marią i Aniołem ukazał się długi czarny korytarz, na którego końcu, ze świetlistym okrzykiem, odznaczały się białe odmalowane drzwi, ze złotą ornamentową klamką. Weszli na czerwony dywan rozłożony na całej długości powieszczenia i zamknęli za sobą drzwi. 

Maria spostrzegła na ścianach wąskiego korytarza czarno-białe fotografie rodzinne. Były one w formie negatywów, odwrócone. Topiły się na jej oczach. Dalekie wspomniania, dalekie do ostatnich. Zawieszenie wzroku nie było możliwe. Gdy odwracała wzrok proces topienia rozpoczynał się od nowa. Korytarz zamieniał się w koryto wspomnień, którego Maria była pokarmem. Ramki wisiały co półtora metra, na wysokości serca, aż do samych drzwi na końcu korytarza.  

Maria stawiała ostrożne kroki wyłlupiając ze zdziwienia oczy. 

– To nie śmierć, to nie grób, daleko do tego, to nie może być grób, byłoby zbyt poważnie – powiedziała Maria pod nosem.  

Wybiegowy szkarłat dywanu zapraszał subtelne kroki. Szli w ciszy, szli w półmroku. Maria jedynie zerkała na fotografie. Nie mogła dłużej patrzeć – system jej na to nie pozwalał. Cel podróży to grób, w milczeniu kroczek po kroczku, bez odwrotu, długimi korytarzami, później w śmiertelnym przeciągu, przez noce i dnie. 

Była w ucisku rwącej otchłani. Przed nią wrota, ona na moście, a za nią anioł. 

– Jeszcze trochę Mario, niewielele ci zostało – wspomniał, szturchając ją swym skrzydłem.  

Niepostrzeżenie, po prawej stronie, między zdjęciami wyłoniła się wnęka z małymi drzwiami ze stali. Takimi jakie pojawiają się w tunelu metra, między stacjami. Nad nimi wisiała zielona podświetlana tabliczka z napisem.

WYJŚCIE EWAKUACYJNE 

Maria rzuciła na nie wzrok. Podekscytowana podskoczyła, lecz zanim jej ręka zdążyła dobyć klamki, zatrzymała się w połowie drogi. Zobaczyła, że na środku drzwi znajdował się wizjer, zwany też judaszem, lecz zwrócony w nie tę stronę co trzeba.   

Dodaj komentarz