Zatacza koło, a my nie będziemy obojętni

Każdy Polak, przynajmniej raz w swoim życiu miał do czynienia z filmem tudzież książką poświęconą historii III Rzeszy. Mam tu na mysli dzieła historyczne, które stanowią idealny prezent-czytankę dla ojców. Oczywiście prześmiesczo uogólniam, ale coś w tym jest, że ten rodzaj twórczości przemawia do pokolenia 40+. W końcu to Oni, w powojennym zamieszaniu, byli tylko niewinnymi dziećmi, a rzeczywistość wokół zastygała w belitośnie brutalnym betonie sowietyzmu.

Owe dzieła opisują, dzięki szorstkim historycznym ramom II wojny światowej, najmniej chlubny okres w dziejach świata. Okres dominacji hitlerowskiej machiny wojennej, która poprzez serię okropności, w ciągu zaledwie paru lat, kształtując współczesną Europę, stała się światowym symbolem zła.

Gotowy szablon, wykorzystywany wizualnie nawet w świecie Disneya, a konkretnie w najnowszej trylogii Gwiezdnych Wojen (2015-2019), gdzie Galaktyczne Imperium przydziewa czarne płaszcze, na tle czerwonych, długich sztandarów z mocno zarysowanym, czarnym godłem na środku.

Kupiona przeze mnie książka Erica Vuillarda, której się przyjrzymy z bliska, kupiona była (uwaga, nie zgadniecie) – dla taty! Dokładnie tak. Pochłonięty zakupocholizmem książkowym, przedświątecznym, postanowiłem trafić w gusta ojca. Niestety nie przeczytał. Nic straconego. Sam to zrobiłem po dwóch latach!

W powiadaniu o charakterze récit (francuskiej odnaimy opowiadania, w ktorej sam akt narracji wtrąca się i zwraca na siebie uwagę), choć brytyjski dziennik The Guardian opisywał je w kategoriach eseju historycznego doprawionego literackim kunsztem autora, poznajemy dojście do władzy niemieckiej partii nazistowskiej. Historia spisana w 16 rozdziałach zabiera nas bezpośrenio w przestrzenie najbliższe władzom: do gabinetu Winstona Churchilla podczas wizysty Joachima von Ribbentropa, ministra spraw zagranicznych III rzeszy, siedziby kanclerza Austrii, czy do pałacu na brzegu Sprewy. Autor przenosi nas do miejsc, gdzie podejmowano decyzje zapowiadające całkowite przeobrażenie świata.

Zakulisowe spojrzenie na Anschluss, dyktowanie warunków i stawianie bezprecedensowych ultimatów. Realizacja drobnych gestów, krok po kroku, w celu centralizacji siły. Czyste zło.

O tym właśnie mówi traktuje ta książka, o „literackim zapisie kilku kluczowych spotkań, które otowrzyły Hitlerowi drogę do rozpętania globalnego konfliktu” i przestrzegająca o tym, że „lekceważone zło rośnie w siłę, by stać się niemożliwym do okiełznania monstrum”.

Temat aktualny, bo to na co sobie pozwalamy współcześnie, skupiając uwagę na politycznej sytuacji w USA w 2025 roku, jest niezaprzeczalnie bardzo blisko brutalnych prawd pierwszej połowy XX wieku. Działamy bezlitośnie i nie przesadzam mówiąc w pierwszej osobie. Każdy z nas jest odpowiedzialny, bo odpowiedzialność, to nie tylko aktywizacja, lecz także świadomość społeczna. To podstawa i nie należy zezwalać na nietolerancję. Nie bądźmy obojętni – jak mawiał, zmarły pare tygodni temu Marian Turski.  

Na początku dnia zdaj sobie sprawę z konsekwencji pragmatyzmu. Zatrzymany czas w bezczynności, przynosi złudę bezpieczeństwa. Maszyna musi zostać naoliwiona, bo inaczej się zatnie. Ty jesteś tym, co nawilża dobrocią, bo inaczej przyjdzie Ten, co smarem czarnym potraktuje. Jasne! Zadziała, lecz ktoś będzie musiał posprzątać.

Metafora pędzącego pociągu. Każdy w maszynie jest odpowiedzialny. Każdy w tym wyrafinowanym panteonie przemysłu. Spoglądając na innych, świadom tego, że w każdej chwili coś się zatnie. Zatnie i trzeba będzie interweniować. W bezczynności nigdzie nie dojedziemy. To są nasze ostatnie wybory przed katastrofą. Ostatnim wyborem jest reakcja. Gdy do końca myślimy, że ktoś się tym zajmnie, a do tego nie dochodzi, to ostatecznym rozwiązaniem (sic!) jest zrobienie tego własnoręcznie.

Nie ma ustępstw przed katastrofą. Jest działanie. Uchwycenie przestrzeni życiowej.

*

Autorem jest Eric Vuillard. Francuski pisarz i scenarzysta urodzony w 1968 roku. Laureat nagrody Goncourtów w 2017 roku za „Porządek Dnia”, finalista Międzynardowoej Nagrody Bookera w 2021 roku.

Serią Państwowego Instytutu Wydawniczego, w której znalazł się ów esej, jest Biblioteka Myśli Współczesnej (    znana jako Plus Minus Nieskończoność, od wzoru pojawiającego się na każdej okładce serii, którą zaprojektował Maciej Urbaniec) – licząca ponad 30 lat, jedna z najbardziej cenionych serii wydawniczych na polskim rynku. W latach „żelaznej kurtyny” PIW-owska seria była w Polsce oknem na intelektualny świat.

Francuski tekst Vuillarda przełożyła Katarzyna Marczewska – Tłumaczka z języka francuskiego, redaktorka, długoletnia lektorka języka francuskiego w PAN. Od wielu lat zajmuje się przekładami szeroko pojętej humanistyki (historia, historia literatury, antropologia, historia kultury, historia nauki) i beletrystyki. Tłumaczyła m.in. autorów takich jak Jacques Le Goff, Philippe Ariès, Marc Bloch, Michel Leiris, Tahar Ben Jelloun, Gaël Faye, Éric Vuillard. Laureatka Nagrody im. Jerzego Kuryłowicza w roku 2007 za przekład Historii powszechnej cyfr Georges’a Ifraha. Stypendystka Fundacji im. Jana i Suzanne Brzękowskich, CNL i ALCA Aquitaine (Francja), Passa Porta (Belgia), Archipelagos.

ERIC VUILLARD – PORZĄDEK DNIA

Dodaj komentarz