Codziennie parzę kawę. Codziennie ubieram termiczne ubranie. Codziennie wkładam te same buty. Codziennie z kubkiem francuskich impresjonistów obchodzę Park Krakowski.
Minimalna przestrzeń, lecz tyle możliwości. Rzeźby Romana Tarkowskiego. Obrośnięte mchem drzewa. Przerosty na korze. Ponad stuletni grab tak nisko pochylony nad ścieżką, że przed obawą upadku podano mu laskę. Współistnienie organizmów żywych.
Olcha czarna. Wiąz szypułkowy. Topola biała. Jesień płonie czerwienią, lecz my bledniemy.
Codziennie wstawałem za późno. Codziennie żyłem w zimnie. Mróz. Codziennie zwykła czysta woda, a nie ta nasza szlachetna propagandowa zupa.
Minimalna przestrzeń, lecz brak możliwości. Ograniczenie obrośnięciem technologicznym. Przerost formy nad treścią. Niedowidzenie. Zgarbienie odcinka szyjnego, wdowi garb. Lekarstwo? Większy ekran! Autodegradacja organizmów żywych.


Dodaj komentarz