Do dysonansu, dystans i dyscyplina. Na darmozjadów splin, w dysharmonii odnaleźć klina. W dyharmonii. W (dys). W braku. W b(a)raku? Może tam odnajdę przeznaczenie? Bo kruszec i siła. Siła i rytmiczność w ratatatatata. Harmonia w paradzie i w pieśniach wojskowych.
Ale kto ma nas bronić?
Cisza. To już inny temat.
Jednak jak ryba w wodzie, która w naszym przeczuciu odczuwa ciągły dysonans. Praktycznie nie słyszy i nie wydaje dzwięków. To znaczy, że nie umie się w niej odnaleźć? Wręcz przeciwnie. Płynie i dla niej rzeczą naturalną jest odczuwać zatopienie. Jak noworodek wrzucony do basenu. Nurkuje i wynurza się jak olimpijczyk. Gdyby nie terapia szokowa, dorosłość dryfowałaby na plecach. Na samej powierzchni. Dla noworodka dysonans to rzecz natuarlna. Trochę tlenu i trzymajmy się tego.


Dodaj komentarz