Merytoryka nie istnieje. Sformułowanie ogółu, by przestrzegać szczegółu. Klikalność, by ogólność rozsmarować. Dlatego zastanówmy się jeszcze raz nad jego definicją, skoro słownik nam nie pomaga. Mówiono o czymś merytorycznym, o osobie merytorycznej, o sposobie merytorycznym, jako odnoszącym się do sedna sprawy. W oparciu o mer[T]ytokracje, ustroju opowiadającym się za kompetencjami jako podstawę w obsadzaniu stanowisk rządowych, próbowano budować systemy. Model słuszny wymagający podstawy prawnej. Jak w KRS, TK, SSP gdzie niezasklepione luki z czasem stają się celem i ktoś w trybie ratunkowym, odratuje, to co nie do odratowania, a potem ratunku, bo kolejny ratownik na ratunek.
Myję aktualnie zęby. Technicznie nie, bo pisząc ten fragment szczoteczka tkwi wewnątrz lewego policzka. Jak myślę nad zdaniem to myję. Myślę. Potem myję. Myślę. Potem myję. To „potem” czasem ok, ale czasem potem.
A propos – o tych dziurach. Myślę nad niezasklepionymi lukami, ubytkami. Pojawiającymi się dziurami w uzębieniu, bo w głowie słodycze. Za dużo słodyczy. Dziury w zębach. Metrowa próchnica jak w czarnoziemie. Może coś z tego wyrośnie?
Myślę merytorycznie. Myślę metodycznie. Organizacja to uzębienie. 32 razy i w równym rządku. Gdy pojawia się słodycz, każdy raz zaciska pas. Czasem razem. Jeden z góry, drugi z dołu. Zacisk i trzask. Mlask. Potem korony blask.


Dodaj komentarz