Jak utrzymać regularność w procesie twórczym? (v1/2024)

Pytanie trudne, z którym zmierzył się każdy twórca. Myślę, że w moich tekstach ten temat będzie się przewijał. Raz na rok, a potem kolaż porównawczy. Dość personalnie do tego podejdę, bo nie da się ukryć, że jest to dość personalna kwestia. Kreatywności nie da się obiektywnie zdefiniować. Dla każdego co innego stanowi impuls twórczy.

Zakładam, że blog ten powinien powstawać z dzienną regularnością. Pytaniem zasadniczym, jako oczywiste rozgałęźnienie jest kwestia jakość-ilość. Dobrze więdzieć, jak się do tego zabrać.

Chwila przerwy na oddech. W tle dźwięk „Native American Sleep Music: canyon flute & nocturnal canyon sounds, sleep meditation”. Pomyślę chwilę, pomedytuję. Zaraz wracam.

Wróciłem. Wniosek prosty. Przebodźcowanie. Nie tworzymy jakościowo dziennie, bo nie skupiamy się na tworzeniu. Może receptą jest z samego rana – zanim wstanie dzień? A potem dalej iść spać? To może być pomysł. Jako pierwsza rzecz bo przebudzeniu, bo z czasem kończy się energia. Z czasem mózg chce po prostu leżeć i oddychać. Z wolna. A nie, że taniec cały czas.

Proces kreatywny regularny będzie w efekcie coraz lepszy i stanie się warsztatem, a nie dziełem przypadku. W to celuję. Gdy wrócę do Krakowa postawie na ten przepis. Albo nie. Zrobię to już jutro, ale Z wolna.. Z wolna.. Z wolna. Tak sukcesywnie.

To co tworzy dziennie, to nie jest egzamin. To nie test, ale projekt, który robisz dla Siebie i tylko dla Siebie. To klucz do jego wykonania. Do zrobienia kilkadziesiąt rzeczy. Segregacja rzeczy Do Zrobienia.

Kosztem braku regularności jest chaos. Dezorganizacja powoduje mętlik. Chwyć byka za rogi. Twórz to co danego dnia stanowi dla Ciebie źródło inspiracji, lub przy jej braku sięgaj po stare pomysły, które nigdy nie są złe, bo wtedy były niezwykłe. Tylko rób no!

Dodaj komentarz