Regularnie zaglądam do zeszytu wspomnień. W głowie namalowane obrazy epizodycznie wracają do głowy. Są takie momenty, w których odgrzebujemy pewne wspomnienia. Zwracamy uwagę na bliznę, przedmiot, zapach czy natężenie światła. Pewne skojarzenia wracają – ale co z nimi? Jaką mają funkcję? Czy muszą ją mieć? To pytania które każdy może spisać i spróbować je ‘przeprocesować’. Puszczam czwartą symfonię Mahlera – „Das himmlische Leben” („Niebiańskie życie”).
Procesu Kawki nie czytałem, ale procesują mi się programy w menadżerze zadań. Każda karta w Chromie opowiada o tym co zrobił tamten. Albo o tym jak dużo można zarobić robiąc to i tamto. Chcesz zarabiać na giełdzie? Nic trudnego. Kliknij w ten link i łódź się, że zrozumiesz.
W zeszycie wspomnień piszemy, by ‘upaść nisko’, by ‘marnować czas’ na literkach, a nie na cyferkach. W zeszycie wspomnień spoglądamy na wspomnienia, które jeszcze się nie wydarzyły. Wróżymy z fusów, wróżymy z kart. Wróżymy, by nie złowróżyć. Wróżymy by budować szerszą perspektywę, by stać na straży radości.
Głowa boli ze zmęczenia. Staram się jak mogę, w każdej minucie myślę o tym co trzeba zrobić. Co jest priorytetowe w danym momencie. Co trzeba zrobić profesjonalnie i z pełną inicjatywą. Drzemka, medytacja, sesja jogi. Głowa oblana zimną wodą. Zimny prysznic. Bieżnia. Kalorie. Siłka. Białko. Kodowanie wspomnień na bieżni. Weganizm. Wegetarianizm. Za dużo mięcha. Gdzie ta soczewica? Gdzie te witaminy? Czy aby na pewno ta poranna rutyna mi odpowiada? Igła zjeżdża z płyty. Szum ustaje. Przekładam płytę na drugą stronę.


Dodaj komentarz