Patrząc na ekrany monitorów, monitorujemy przestrzeń cyfrową. Rozglądamy się po pokoju i głębia zaczyna się wypłaszcząć. Wszystko jest dwuwymiarowe. Wertykalnie horyzontalnie patrzymy na obrazy. Błahe to wszystko. Tak się przynajmniej wydaję. Tutaj odpadający tynk, pusta filiżanka po kawie, 150 tureckich lir czekających na dostawę wody. Pitnej, bo ta z kranu, nawet jak przegotowana dwa razy, ma posmak metaliczny. Przelewana do szklanek, żeby człowiek nie zasechł i mógł dalej rąbać klawisze, odpisując na wiadomości wygenerowane przez monitor.
To gdzie ten trzeci wymiar? Skoro mówisz, że go tracimy, że przestajemy patrzeć głębiej, to gdzie mamy znaleźć punkt wyjścia? Otóż sytuacja następuje w momencie kiedy głowa patrzy wprost, a spojrzenie zastyga. W jednym punkcie. Zaprogramuj wzrok na stałą, nie zmienną i wygeneruj 3 wnioski. Otwórz zeszyt i zapisz. Przykład.
Pusta zielona butelka. Sporotwa z ustnikiem. Na dnie butelki resztka przegotowanej, nadal metalicznej wody. Przemoknięta cytryna, żeby usuwać poranne toksyny. Jej przekrój, podobnie jak w wielu cytrusach kieruję uwagę w środku. Układ graficzny tego przekroju, okręgu, składa się z 10 odcinków, z 10 arterii cytryny, skierowanych do jej wnętrza, owocnego kręgosłupa. Jakby ta cytryna, w środku tej butelki sugerowała nam trzeci wymiar. Polecam samemu spojrzeć na jej przekrój.
W trakcie obserwacji i pisania, pewna część mózgu przypomina mi o niekontrolowanej potrzebie uzupełnienia zasobów wodnych. 150 lir leży na stole. Godzina 16:49. Sobota. Czy dostawca wody się pojawi? Pewnie gdzieś ją dowozi, może w apartamencie na Besiktasu, może na Cihangirze. Może stoi w korku. Może ogląda mecz i korzysta z życia. Kompletnie znikąd pojawia się myśl. Stojąca przede mną butelka wody, przypomniała mi o innej butelce wody. O tej specjalnej, którą dostałem od kuzyna, kiedy pomagłem mu z przeprowadzką w Norwegii. Zawodowo buduje ścianki. Byliśmy na końcu świata. Brązowa, litrowa butelka marki Nalgene. Made in USA. Na niej wyrysowana Wielka Stopa wśród drzew iglastych i napis dużymi literami: „wolves don’t sleep over the opinion of sheep”. Pewnie jakiegoś wspinacza, który ją zostawił podczas sesji. Trafiła jakoś w moje ręcę. Leży w szafce w krakowskim mieszkaniu. Ciekawe co robi kuzyn?


Dodaj komentarz