Strona. Strona. Strona. Strona. I tak dalej. Bez końca. Udręka, żeby dopłynąć do brzegu. A co gdyby stron nie było? Czy tracimy w tym wypadku szalupę na morzu? Brak nam wioseł? Brak sposobu aby okiełznać nieznane?
Strony to bariery. Obozy ograniczające wyobraźnie i kreatywność do działania indywidualnego. Oryginalnego, czyli takiego, które tłamsi zapędy do wypowiedzenia „zróbmy coś”. Najlepiej nie śledzić stron, ale kierować się wyłącznie liczbami własnego zakresu. Utworzyć własną funkcję jak moje Czytelnictwo Warunkowane Kinetycznie.
Kinetyzm.
Sztuka kinetyczna.
Sport intelektualny, który spawamy wraz ze sportem fizycznym. Praktykowany przez ludzi w odsłonach: podcast-rower, podcast-jogging, a w tle piękna przyroda. Może podcast-pływanie? Tego jeszcze nie próbowałem.
Czytelnictwo Warunkowane Kinetycznie polega na tym aby samemu algorytmicznie ustawiać procesowanie treści. Robię 10 króków = czytam jedno zdanie. Powolutku. To nie wyścig. Polecam każdemu. Jeśli biegne to co drugie tupnięcie liczę jako jedno. Gdy łapie mnie zadyszka, pauzuję. Kalkuluję, że naliczyłem 672 kroki, a to oznacza że 67 zdań. Siadam na kamieniu i czytam. Państwo Platona, może jakąś biografie, Europę Normana Daviesa. Człowiek dotleniony chłonie informacje jak gąbka. A jak to liczyć w przypadku roweru i pływania? Zaktualizuję jak przyjdzie na to pora. Kupię kolarkę i pojadę Szlakiem Orlich Gniazd. Wezmę Kindle na basen i w przerwach poczytam Wyspę Skarbów.


Dodaj komentarz